Cellulit to problem, z którym zmaga się nawet 90% kobiet. Nic dziwnego, że branża fitness, dietetyki i kosmetyków antycellulitowych każdego roku generuje miliardowe obroty, obiecując jego redukcję. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona – sama dieta i regularne ćwiczenia bardzo rzadko prowadzą do widocznej poprawy jakości skóry.
Do gabinetów trafia wiele klientek z niemal identyczną historią. Przez kilka miesięcy utrzymywały deficyt kaloryczny, trenowały systematycznie, zredukowały masę ciała, a mimo to cellulit na udach i pośladkach pozostał. Co więcej, po utracie tkanki tłuszczowej nierówności skóry często stają się jeszcze bardziej widoczne.
To nie jest przypadek. Zgodnie z obserwacjami dermatologicznymi cellulit występuje u zdecydowanej większości kobiet – niezależnie od wieku, wagi czy poziomu aktywności fizycznej. Pojawia się również u osób szczupłych, ponieważ nie jest wyłącznie konsekwencją nadmiaru tkanki tłuszczowej. To przede wszystkim efekt specyficznej budowy skóry, zaburzeń mikrokrążenia oraz zmian w strukturze tkanki podskórnej.
Dlatego skuteczna redukcja cellulitu wymaga znacznie więcej niż diety czy kremów. Kluczowe jest zastosowanie odpowiednio dobranej, wieloetapowej terapii zabiegowej, która działa jednocześnie na kilka mechanizmów odpowiedzialnych za powstawanie „pomarańczowej skórki”.